wisznuizm.pl

Linie i koła czasu

Linie-i-kola-czasu

Swami B.V. Tripurari

Aż do początków chrześcijaństwa cały Wschód oraz większość świata antycznego postrzegała czas cyklicznie, a nie linearnie. Na Zachodzie jedną z pierwszych osób, które opowiadały się za czasem liniowym ( jako przeciwnym do cyklicznego), był św. Augustyn, choć zapewne jego przemyślenia opierały się na Starym Testamencie. Augustyn był pewien, że czas jest rzeczywisty, linearny i dokądś zmierza. Coraz bardziej wypełnia się treścią, zaś to, co zdarzyło się na jego drodze, już nigdy się nie powtórzy. W chrześcijaństwie istnieje poczucie „popadnięcia w niełaskę” – bycia wyrzuconym z raju, by żyć w grzechu aż do Armageddonu. Taki pogląd współgra z koncepcją czasu liniowego. Poza chrześcijaństwem, linearnym pojęciem czasu od dawna kieruje się duża część społeczeństw Zachodu, zarówno religijna, jak i świecka, kreśląc ukośną linię przecinającą koło czasu w umysłach wielu osób.

Hinduscy ryszi (mędrcy) natomiast prawdopodobnie jako pierwsi wyrazili koncepcję czasu cyklicznego. Doświadczenie odnotowane w upaniszadach kazało im postrzegać czas i przyrodę jako cykliczne, lecz nie sprowadzało się jedynie do obchodów regularnego powracania pór roku lub dni i nocy, które mogły wpłynąć na taki sposób myślenia w innych starożytnych kulturach. Indyjscy mędrcy widzieli w ten sposób czas i przyrodę raczej dlatego, iż w swoim obrazie ulokowali nieruchome centrum, wokół którego obserwowali przychodzenie i odchodzenie wszystkiego. Tym centrum byli oni sami: świadomość, atma, obserwator, świadek zjawisk odrębny od materii, dookoła którego krąży świat. Ryszi postrzegali ten ruch zarówno mikrokosmicznie wokół siebie, jak i makroskosmicznie wokół Paramatmy – Boga – rozprzestrzeniającego i wycofującego się w cyklach bez początku. Ich świat nie był doświadczeniem ani geo-, ani heliocentrycznym, lecz raczej „atma-centrycznym” oraz analogicznie – „Paramatma-centrycznym”. Dla nich natura stanowiła obracającą się w nieskończoność rzeczywistość, wprawianą w ruch przez świadomość. Była niemającą początku grą sansary, z której uwolnienie polega na tym, by stać się właściwie ześrodkowanym – na skierowaniu się do wewnątrz.

Pomimo poczucia współczesnych ludzi, iż czas kroczy naprzód, jego starożytne, cykliczne pojmowanie nie znikło zupełnie ze świata Zachodu. W sferze filozofii Friedrich Nietzsche postulował „wieczną rekurencję”, przed nim zaś zajmował się tym również Schopenhauer. W czasach mniej odległych ideę tę rozważali fizycy, a w pewnych wypadkach nawet ją przyjęli. Dobrymi przykładami są transakcyjna interpretacja mechaniki kwantowej oraz cykliczny model wszechświata Paula J. Steinhardta z Uniwersytetu Princeton, który sugeruje, iż przestrzeń i czas mogły istnieć zawsze w nieskończonym cyklu rozprzestrzeniania się i „ponownych narodzin”.

Co więcej, trzy główne teorie, którymi obecnie zajmują się fizycy: fizyka klasyczna, teoria względności oraz fizyka kwantowa subtelnie, aczkolwiek bezspornie, wskazują na czas cykliczny, mimo iż idea czasu liniowego wciąż pozostaje praktyczna i pozwala wiele osiągnąć . Matematyka euklidesowa może być użyteczna, ale czy jest prawdziwa? Nikt nigdy nie zaobserwował w przyrodzie – na powierzchni kuli ziemskiej, którą zwiemy naszym domem – linii prostej.

Zatem strzała linearnego czasu otoczona jest jego kołem: idea cykliczności (upaniszady) poprzedza liniowość, pojawia się w jej środku (u Nietzschego) i następuje po nim (teoria kwantowa). Wyznaczono zatem linię podziału, ale w kręgu wątpliwości, które kwestionują jej zasadność.

W końcu – lub gdy kiedyś zatoczymy pełne koło – sam czas być może pokaże nam, w jaki sposób się porusza. Tymczasem przyjrzyjmy się obu – liniom i okręgom – i zobaczmy, co możemy z nich wyrysować.

Okrąg ma pewien wzór, przedstawia rytm i porządek, podczas gdy linia nie ma żadnej z tych cech. Linia może powstać przypadkowo bądź losowo, koło zawsze wskazuje na racjonalność i celowość. Gdybyśmy chcieli zdefiniować bieg natury, musiałby mieć pewien wzór. Seria zmian niemająca początku, końca ani celu nie posiada wzoru. Dowolny punkt na linii albo znajduje się na niej sam, albo w powiązaniu z całą swoją przeszłością. Jeśli jest tam niezależnie, nie może zostać zdefiniowany, ponieważ nie jest powiązany. Jeśli występuje w odniesieniu do całej swojej przeszłości, również nie może być zdefiniowany, ponieważ jest ona niepoznawalna – nie da się jej wyśledzić.

Jeżeli jednak nurt przyrody jest cykliczny, każdy punkt okręgu stanowi część spójnego systemu i jest przez to racjonalnie zrozumiały. Gdy z jogicznej perspektywy hinduizmu postrzegamy porządek świata jako cykliczny, nie musi nas niepokoić problem nieskończonego regresu, będący bolączką koncepcji linearnej. Logiczny błąd nieskończonego regresu pojawia się wtedy, gdy zrozumienie jakiegokolwiek elementu serii uzależnione jest od wiedzy o jego poprzedniku. Sytuacja taka zachodzi wtedy, gdy napędzany przez czas bieg natury postrzegany jest liniowo. Gdy natomiast postrzega się go jako koło, wówczas każdy element serii jest zrozumiały w kontekście całego procesu, który sam w sobie jest kompletny i spójny. Upaniszady zakładają istnienie cyklicznego wszechświata, który rozszerza się i kurczy, po nim zaś pojawia się następny, rozszerzający się i kurczący – i tak w nieskończoność. Jednak każdy cykl jest pełen, a jego całkowite zrozumienie nie wymaga wiedzy o poprzednim.

To tyle w sferze myślenia abstrakcyjnego. Bądźmy jednak praktyczni i zadajmy konkretne pytanie. Zdaniem Stephena Hawkinga, „Problem pochodzenia wszechświata przypomina nieco stare pytanie: Co było pierwsze – kura czy jajko?”. Linearny czas nie jest w stanie na nie odpowiedzieć, lecz z pewnością potrafi to uczynić Zen, wspierając się ideą czasu cyklicznego zaczerpniętą z hinduizmu.

Jeżeli wybierzemy kurę, będziemy wiedzieć, że ta wzięła się z jajka. Moglibyśmy więc cofnąć się w czasie, próbując odnaleźć jego początek – ale to niemożliwe. Przed jajkiem zawsze jest kura, zaś przed kurą jajko – i tak bez końca. Przy takim sposobie myślenia odpowiedź nie istnieje. Jesteśmy ograniczeni czasem liniowym.

Wyobraźmy sobie teraz okrąg składający się z kury, następującego po niej jajka, potem kury itd. – aż do zatoczenia pełnego koła. Teraz spróbujmy dociec, co było pierwsze: kura czy jajko. Oczywistą, rozstrzygającą odpowiedzią będzie naturalnie: „ani jedno, ani drugie”. Jest to odpowiedź jakiej nie uzyskamy za pomocą logiki używając koncepcji czasu linearnego.

Tyle kwestii praktycznych. Czas zakończyć niniejszy artykuł tam, gdzie się rozpoczął: na Wschodzie, w uduchowionych Indiach. Jaki czas nastał? Kalijuga – cykl czasu / wiek hipokryzji, w którym rządzi jantrawidżniana – nauka o maszynach i technice, zaś ludzie starają się zmienić naturę samej natury. Czy plusy przeważają tutaj nad minusami? Czas pokaże. Jednak pogląd, zgodnie z którym liniowa strzała czasu przekłuła nadęty balon starożytnych, głoszących jego cykliczność przesądów i wypuściła z niego powietrze, należy już do przeszłości. Czas pójść naprzód i zatoczyć pełne koło.

Jeżeli mamy kiedykolwiek przestać „kręcić się, kręcić w zabawie w kółku”1, musimy odnaleźć to, wokół czego kręci się świat. Musimy przestać rozmawiać w kółko o tym samym i udać się w linii prostej do centrum – do Jaźni.
[7. września 2010]

Cytat z piosenki Joni Mitchell The Circle Game (pełen tekst) [przyp. tłum.]

źródło: swamitripurari.pl

(wyświetleń: 302)